Startuje Fundusz im. Wojciecha Zygmunta Świątkowskiego ps.”Korczak”

Z pewnością pamiętają Państwo zbiórkę, mającą sfinansować zakup koncentratora tlenu, który miał wspomóc podporucznika Wojciecha Świątkowskiego ps. „Korczak”. Po przebytym zapaleniu płuc zasłużony kombatant znalazł się w szpitalu. Oddychanie utrudniały mu uszkodzone zatoki w wyniku postrzału w twarz podczas Powstania Warszawskiego.Udało się! To była piękna chwila, pokazująca że pamięć o zasłużonych weteranach jest wciąż żywa. W ciągu zaledwie kilkunastu minut udało się aż 5777 zł.

Nasza radość trwała jednak krótko. Dzwoniąc z pozytywną informacją do rodziny Pana Wojciecha Świątkowskiego, usłyszeliśmy, że… właśnie odszedł na wieczną wartę. W związku z zaistniałą sytuacją zwróciliśmy się do rodziny z pomysłem utworzenia Funduszu im. Wojciecha Świątkowskiego „Korczaka”. Wspólnie doszliśmy do wniosku, że zebrane pieniądze mogą posłużyć innym, żyjącym Powstańcom warszawskim.

Mamy przyjemność poinformować, że dzięki decyzji podjętej przez rodzinę śp. Wojciecha Świątkowskiego „Korczaka”, będziemy mogli sfinansować więcej domowych wizyt lekarskich niż do tej pory oraz kupić niezbędny sprzęt medyczny, potrzebny w nagłych przypadkach. Czas jest w wielu przypadkach kluczowy. Mamy tego pełną świadomość.

Pragniemy z tego miejsca serdecznie podziękować za podjęcie takiej decyzji rodzinie pana Wojciecha Świątkowskiego, w szczególności Jego żonie – Pani Zofii. Jesteśmy przekonani, że dzięki środkom finansowym zebranym przez kilkadziesiąt osób, uda się zrobić jeszcze wiele dobrego! Być może dzięki tym pieniądzom, uda się wygrać kolejne „bitwy” – o zdrowie i życie Powstańców Warszawskich.

Odpowiadając na liczne pytania, pragniemy poinformować, że zgodnie z decyzją rodziny, Fundusz im. Wojciecha Świątkowskiego „Korczaka” będzie miał charakter ciągły. To oznacza, że jeśli ktoś z Państwa będzie chciał wesprzeć tę inicjatywę i wpłacić dowolną kwotę na rzecz Funduszu, będzie mógł to zrobić, zgodnie z instrukcją, którą przedstawiamy poniżej.

Raz jeszcze dziękujemy wszystkim, którzy błyskawicznie odpowiedzieli na nasz apel o wsparcie. W razie pytań lub wątpliwości, pozostajemy do dyspozycji pod adresem mailowym: kontakt@pamiecnarodow.pl. Zachęcamy również wszystkich Powstańców do skorzystania z możliwości, jakie daje Fundusz. Prosimy o kontakt oraz informację, w jaki sposób możemy pomóc, wykorzystując środki zgodnie z intencją rodziny. Nigdy nie będziemy w stanie spłacić długu, jaki mamy wobec Was za poświęcenie i walkę o wolną, niepodległą Polskę, dlatego w miarę skromnych możliwości – będziemy starać się sprostać Waszym potrzebom i oczekiwaniom.

Z wyrazami szacunku,

Fundacja Pamięci Narodów

Kim był Wojciech Świątkowski ps. „Korczak”? Jako szef sekcji „moto” „Parasola” był bezpośrednim przełożonym „Wańki” i „Pedra”, żołnierzy poległych w pobliżu Skarpy Ursynowskiej drugiego dnia Powstania Warszawskiego i po wojnie ekshumowanych na cmentarz przy ulicy Wałbrzyskiej.

Wojciech Świątkowski był jednym z najważniejszych żołnierzy batalionu. Gdy wstępował do oddziału, powierzono mu drużynę, w której byli „Miś”, „Kruszynka”, „Olbrzymek” – późniejsi wykonawcy wyroku na kata Warszawy Franza Kutscherę, a także Józef Szczepański „Ziutek” – autor słynnej powstańczej piosenki „Pałacyk Michla”. W lipcu 1944 roku sam wziął udział w krakowskiej akcji na innego ważnego funkcjonariusza hitlerowskiego Wilhelma Koppego.

Gdy nastąpiła godzina „W”, poszedł walczyć z oddziałem i pełnił ważne dowódcze funkcje m.in. zastępcy dowódcy kompanii. W nocy z 30 na 31 sierpnia przy próbie przebicia się ze Starówki do Śródmieścia został ranny, jak sam po latach stwierdził, „bardzo oryginalnie” – kula przeszyła mu na wylot dwa policzki, uszkadzając również kości. Po Powstaniu został uwięziony w obozie jenieckim.

Koniec wojny wcale nie oznaczał dla niego końca represji. W styczniu 1949 roku jako były żołnierz AK został aresztowany, a następnie skazany na 15 lat więzienia m.in. pod absurdalnym zarzutem przygotowywania zamachu na życie PRL-owskiego marszałka, wcześniej dowódcy Armii Ludowej – Michała Roli – Żymierskiego. Zwolniono go dopiero w 1955 roku, w obliczu zbliżającej się odwilży postalinowskiej. Nie lubił wspominać tamtych czasów,  również brutalnych przesłuchań w czasie śledztwa. Z humorem mówił, że mógł w celi sobie więcej poczytać i wszystko złe można znieść, byle nie za długo trwało.